W jednym z nich dojrzałam panią, która tę nieplanowaną przerwę wykorzystywała na pomalowanie oczu. W następnym zauważyłam psi łeb, kręcący się niespokojnie we wszystkie strony. W kolejnym samochodzie nie odbywały się żadne zabiegi upiększające, nie było też ani jednego ciekawsko spozierającego czworonoga, ale i tak zwróciłam na niego uwagę, bo oklejony był wizerunkiem kwitnącej na biało doniczkowej gardenii, która dumnie reklamowała jakiś sklep ogrodniczy. Po dłuższej chwili kontemplowania danych z owej reklamy doszło do mnie, że mieści się on niedaleko mojego mieszkania...

custom-paint-job-on-1939-chevy-1172605-639x416.jpg

Obawiam się, że jeśli teraz napiszę, że wracając od klienta (tak, udało mi się wreszcie wydostać z korka!), zajrzałam do tego ogrodniczego przybytku i wyszłam stamtąd z taką samą roślinką, jaką widziałam na w/w pojeździe, zabrzmi to trochę jak sztampa, ale tak właśnie było. I w zasadzie jako osoba zajmująca się projektowaniem takich graficznych przekazów, nie powinnam się tym czuć ani trochę zdziwiona. Reklama mobilna na samochodach ma dużą siłę przekazu i jest świetnym sposobem na dotarcie do sporego grona potencjalnych klientów. Z tego, co widzę po zamawianych u mnie projektach, gustuje w niej przede wszystkim branża usługowa: przeprowadzki, remonty, ale zdarzyło mi się też opracowywać taką mobilną reklamę obozów survivalowych. Dobra grafika i chwytliwy slogan, widziane nawet przez kilkanaście sekund potrafią nieźle zapaść w pamięć.